SEAT Leon ST FR 2.0 TDI – hiszpański pocisk

Seat Leon to dość szczęśliwy dla marki model. Każda kolejna generacja tego auta, głównie za zasługą bardzo udanej stylistyki, cieszy się u nabywców dużym powodzeniem. Nie inaczej jest z goszczącą obecnie na ulicach trzecią generacją Leona. O ile w dwóch poprzednich, Leon oferowany był tylko jako pięciodrzwiowy hatchback, tak teraz klienci mogą wybierać pomiędzy 3 lub 5-cio drzwiowym hatchbackiem a pięciodrzwiowym kombi. To ostatnie w połączeniu z topową jednostką diesla o mocy 184 KM otrzymaliśmy do testu.


 


Dwie niepozorne literki FR (Formula Racing) na przedniej atrapie, które w nomenklaturze oznaczeń Seata opisują zazwyczaj dość mocno usportowione wersje, obiecywały duży zastrzyk adrenaliny. Okazało się, że nie były to obietnice bez pokrycia.

Nadwozie

Zawsze ładny

Kolejna generacja Leona nie zawiodła, stylistyka nadwozia cieszy oko, a wprowadzenie do oferty nadwozia typu kombi, znacząco uatrakcyjniło możliwość wyboru. Samochód przez ekspertów lokowany jest w klasie kompakt, to naszym zdaniem trochę naciągana teoria, bo w tej samej klasie umieszcza się sporo większe auta, takie jak Skoda Octavia czy Peugeot 308. Abstrahując jednak od opinii ekspertów - z punktu widzenia użytkowania - niewielkie wymiary auta są dużą i niezaprzeczalną zaletą przy jego miejskim użytkowaniu.

Testowane auto zostało przez producenta nadzwyczaj bogato wyposażone, dynamiczną i sportową stylistykę nadwozia, uzupełniały zatem atrakcyjne dodatki: panoramiczny szklany dach z szyberdachem, 18-calowe obręcze kół ze stopów lekkich, pełne światła LED i „rasowa” podwójna końcówka tłumika. Intensywnie rzucający się w oczy kolor nadwozia Alor Blue był przysłowiową wisienką na torcie, samochód gdziekolwiek by się nie pojawił, nie mógł pozostać całkiem niezauważony. Trzeba to kolejny raz podkreślić – znowu mamy do czynienia z bardzo ładnym modelem w gamie Seata, trudno zaprzeczyć twierdzeniu, że wizualnie nadwozie testowanego Leona ST zadowoli najbardziej wybredne gusta…

…najwyższy czas zatem poszukać bogactwa jego wnętrza.

Wnętrze

Prawdziwe Gran Tourismo

Producent zadbał o to, żeby już po pierwszym otwarciu drzwi do wnętrza testowanego auta pozbyć się jakichkolwiek wątpliwości czy to na pewno jest samochód o sportowych ambicjach.

Skórzane fotele o dość rozbudowanych bokach, zapewniające znakomite trzymanie boczne na zakrętach, wszechobecne wykończenia czerwoną nicią, niewielka, trójramienna sportowa kierownica, ze spłaszczoną dolną częścią i gustowne dodatki w kolorze chromu. To nie wszystko! O zbudowanie spójnego i zachwycającego wizerunku wnętrza auta, inżynierowie zadbali także na płaszczyźnie charakterystycznej dla grupy VW ergonomii. Czy nam się takie podejście podoba czy nie, trzeba uczciwie przyznać, że w Seacie wszystko jest dokładnie tam, gdzie byśmy się tego spodziewali. Po zaledwie kwadransie podróży, kierowca zna lokalizację wszystkich istotnych przycisków i funkcje poszczególnych dostępnych manipulatorów. To uporządkowanie znacząco ułatwia skupianie się na aspektach związanych z czerpaniem przyjemności z jazdy. Niestety, wnętrze auta, pomimo swoich niezaprzeczalnych zalet, wzbudza na niektórych płaszczyznach zastrzeżenia. Weźmy choćby „na warsztat” jakość wykończenia wnętrza, poczynając od skóry użytej do wykończenia koła kierownicy. W takim aucie chcielibyśmy dotykać kierownicy obszytej aksamitną skórą rodem z najlepszych włoskich garbarni, tymczasem zastajemy produkt ładnie wyglądający ale w dotyku przypominający do złudzenia ten stosowany przez producentów najtańszych aut. Kolejnym niedostatkiem wykończenia auta są boczki drzwi, niby częściowo obszyte skórą ale pod skórą nie ma nic prócz plastiku! W efekcie nasze łokcie, które chcielibyśmy oprzeć na boczku drzwiowym w czasie długiej podróży, nie mogą liczyć na żaden komfort. W samochodzie za tą cenę taka oszczędność zwyczajnie razi! Kolejnym kamyczkiem do ogródka Seata są gabaryty wnętrza. Samochód jest właściwie wystarczający jeśli chodzi o obszerność wnętrza ale tylko wystarczający, dla wielu potencjalnych użytkowników to może być czynnik zniechęcający do zakupu auta. Aranżacja bagażnika również mogłaby być nieco lepsza. Ostatnią rzeczą, która budziła wątpliwości u testujących, była obsługa elektrycznego szyberdachu, okrągłe pokrętło służące do tego celu, było wybitnie mało intuicyjne.

Zawieszenie i układ napędowy

„Szatan nie kogut”
 
Taka była puenta jakiegoś dowcipu „z brodą”, którego treść ginie gdzieś w mrokach dziejów, powiedzonko to, doskonale pasuje do testowego Seata. Mocarny, generujący 184 KM diesel, który drzemie pod maską Leona, czyni z niego prawdziwy pocisk. W połączeniu z 7 biegową skrzynią automatyczną DSG, samochód nabiera prędkości z ferworem godnym ponaddźwiękowego odrzutowca, jednocześnie czyni to gładko i bez zbędnych szarpnięć. Właściwie, gotów byłbym nawet uznać, że auto jest tak szybkie i dynamiczne, że wręcz niebezpieczne. Na szczęście wyjątkowo skuteczne hamulce, radzą sobie z okiełznaniem tego kompaktowego sportowca, a system unikania kolizji, działa nawet trochę zachowawczo i skutecznie rekompensuje rajdowe zapędy kierowcy, kiedy jest to naprawdę potrzebne. W parze z tym wszystkim idzie doskonałe zawieszenie, którego charakterystyka sprawia, że Leon w każdej sytuacji prowadzi się bez zarzutu. Co ciekawe, zawieszenie auta jest też relatywnie komfortowe, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę, że mamy do czynienia z autem o sportowych ambicjach posadowionym na 18 calowych felgach z oponami o profilu 40. Prawdopodobnie niski profil opon powoduje, jedyną chyba niedogodność ze strony zawieszenia – tłumienie nierówności odbywa się co prawda niewyczuwalnie, za to jest dość „akustyczne”.
Opisując testowanego Leona, nie sposób nie wspomnieć o spalaniu, które jest porażająco…
…niskie, jak na auto o takich osiągach! Leon zasuwa jak wściekły, drapieżnie pożerając kolejne kilometry, tymczasem wskazówka poziomu paliwa, za nic w świecie nie chce zmieniać swego położenia. W czasie testu pedał gazu często wciśnięty był niemal do samej podłogi pomimo tego, samochód nawet w intensywnym ruchu miejskim, zadowalał się zaledwie 7 litrami ON na każde pokonane 100 kilometrów. To wynik naprawdę trudny do uzyskania wśród popularnych kompaktów o sportowym charakterze.
Doskonałe połączenie wszystkich wymienionych powyżej cech Leona, ze szczególnym uwzględnieniem niskiego spalania, znakomitej trakcji i przyjemności czerpanej z jazdy powoduje, że dla jego właściciela lub tylko użytkownika, będzie to samochód zdecydowanie wybijający się ponad przeciętność.

Podsumowanie

Nawet w mocno rzucającym się w oczy kolorze Alior Blue, Leon ST FR to nadal takie sobie „niepozorne” kombi, które wcale nie przykuje naszej uwagi na równi z jakimś „rasowym” coupe, kiedy wieczorem stanie na sąsiednim pasie na światłach. Ta sytuacja nie potrwa jednak wiecznie! Gdy po zapaleniu się zielonego zobaczymy jego bardzo szybko oddalające się tylne światła przyjdzie nam zrozumieć, że właśnie natknęliśmy się na dość niepozornego, miejskiego sportowca, który gdy tylko choć trochę zechce, potrafi wręcz kipieć „hiszpańskim temperamentem”…
 
Test przeprowadzono dzięki uprzejmości Volkswagen Group Polska Sp. z o.o.