Renault Captur – w zgodzie z trendami

Znaczny procent obecnych premier motoryzacyjnych wiąże się ze słowem crossover. Według oficjalnych danych, tzw. crossovery stanowią obecnie blisko 20% ogólnej sprzedaży samochodów osobowych na świecie. To łakomy kąsek, zatem nic dziwnego, że Renault nie zamierza oddawać pola w tej dziedzinie, czego pokłosiem jest zaprezentowany i wprowadzony do sprzedaży w roku 2013 model Captur. Samochód powstał na płycie podłogowej Clio IV generacji, jednostki napędowe także zaczerpnięto ze wspomnianego auta. Captur pozycjonowany jest jako następca Modusa – miejskiego minivana, jednak koncepcja tego modelu i jego atrakcyjność są diametralnie lepsze. Czy jednak Captur posiada konkretne zalety, które usprawiedliwiają jego znacznie wyższą od poczciwego Clio cenę?
 


Nadwozie

Czy 10 cm różnicy ma znaczenie?
Naturalnym i pierwszym przychodzącym na myśl porównaniem, jest porównywanie Captura do jego koncernowego pobratymca – Clio

. Mimo niewielkich różnic w wymiarach nadwozia czy rozstawie osi, Captur jest aż o 10 cm wyższy od Clio. Patrząc na różnicę w pojemności bagażnika (300 L Clio – 377 L Captur), widać wyraźnie, że różnica w wysokości między autami nie bierze się tylko z większego prześwitu w Capturze. Trzeba też przyznać, że Captur (podobnie do Clio) jest autem bardzo urodziwym. Najlepszym miernikiem jego atrakcyjności są bardzo pochlebne komentarze od osób zupełnie postronnych, różnej płci i wieku, z jakimi spotykaliśmy się podczas testu. Stylistyka auta nawiązuje oczywiście mocno do całej obecnej gamy Renault. Captura wyróżniają podkreślające jego crossoverowy styl i mające dodać mu „bojowości” akcenty stylistyczne – wokół całego auta w dolnej części jego nadwozia, królują plastikowe osłony i nakładki, tak charakterystyczne dla tego typu pojazdów. W testowanym egzemplarzu wrażenie dodatkowo potęgowała kolorystyka auta - połączenie miedzianego metaliku połyskującego do linii okien i głębokiej czerni. Oczywiście liczba konkurentów Captura wśród małych crossoverów sukcesywnie wzrasta, ale patrząc z punktu widzenia atrakcyjności wizualnej, ten model zdaje się być liderem w swoim segmencie.

Wnętrze

Wyżej znaczy lepiej

Przewagę Captura nad typowymi autami segmentu B wyraźnie uwidacznia się dopiero w jego wnętrzu. Różnicy w zakresie ilości miejsca na nogi nie widać na pierwszy rzut oka ale podróżujący na pewno ją poczują. W Capturze siedzi się odrobinę wyżej niż w normalnym niewielkim hatchbacku i ta różnica w wysokości siedzenia, znacząco przekłada się na odczucie komfortu podróżowania. Także jeśli chodzi o obszerność bagażnika, Captur wypada bardzo korzystnie w bezpośrednim porównaniu z przywoływanym już wcześniej typowym „rywalem” z segmentu B – Clio. Skromne 300 dm3 bagażnika w Clio musi w takim porównaniu mierzyć się z 377 dm3 oferowanymi przez Captura. Przy tak niedużych samochodach, taka różnica to przepaść!

Pozostawiając jednak te porównania czas przejść do kategorii „praktyczność i aranżacja wnętrza”, w której w moim odczuciu, Captur zbiera prawdziwe punkty.Przekazany nam do testu Captur opuścił taśmę produkcyjną fabryki Renault w wersji wyposażeniowej Intens. Zakup tej wersji z silnikiem diesla i manualną skrzynią biegów, oznacza wydatek na poziomie 75 000 zł trzeba jednak przyznać, że za tą cenę otrzymujemy samochód nieźle „wypasiony” i tak naprawdę, na liście wyposażenia dodatkowego, pozostaje wówczas niewiele opcji możliwych do dokupienia. Przechodząc zaś do meritum warto szczególnie podkreślić kilka ciekawych rozwiązań we wnętrzu testowanego auta. Pierwszym z nich jest wysuwany w formie szuflady schowek w desce rozdzielczej w tradycyjnym miejscu przed siedzącym na prawym przednim fotelu pasażerem. Jest to rozwiązanie nie pozbawione wady – jeśli ktoś siedzi na miejscu pasażera, otwarcie szuflady do końca jest niemożliwe – jednak pojemność skonstruowanego w ten sposób schowka, przyćmiewa jakiekolwiek wady. Dawno nie zdarzyło mi się widzieć w jakimkolwiek samochodzie, podobnie praktycznego rozwiązania. Kolejnym przykuwającym uwagę gadżetem jest wynalazek, który nazwałbym „marzenie handlarza samochodami”. W nowoczesnych autach tapicerka bywa wyjątkowo podatna na uszkodzenia i zabrudzenia. Już w kilkuletnich małych autach, tapicerka bywa przetarta lub ubrudzona w stopniu uniemożliwiającym jej wyczyszczenie. Inżynierowie z Renault znaleźli na to radę! W fabryczną tapicerkę Captura wszyto po prostu suwaki! Zabrudziło Ci się siedzisko fotela? Nic prostszego! Rozpinasz suwak, zdejmujesz pokrycie siedziska, wrzucasz do pralki i…

… voilà! Wyjmujesz wyprane i czyściutkie, zakładając z powrotem za pomocą suwaka. Jeśli natomiast materiał uszkodził się mechanicznie, wystarczy po prostu kupić nowy element pokrycia tapicerskiego w ASO Renault i go sobie wymienić. To dobre i genialne w swej prostocie rozwiązanie, zasługuje na ogromną pochwałę! Oczywiście na podróżujących Capturem czekają też inne pomysłowe rozwiązania, dbające o utrzymanie porządku w aucie, w tym kilka przepastnych schowków i praktyczne „sznurkowe” kieszenie w tylnej części oparć przednich foteli. Kiedy już nacieszyliśmy się ciekawostkami, przejdźmy do bardziej przyziemnych szczegółów wnętrza małego crossovera. Ergonomia deski rozdzielczej i czytelność zegarów nie budzą większych zastrzeżeń, szczególnie jeśli mieliśmy wcześniej do czynienia z innymi produktami grupy Renault. Kierownica jest dość wygodna i nieźle wykończona, połączenie skóry i fortepianowej czerni plastiku, wygląda całkiem estetycznie. Moje wątpliwości budzi natomiast gałka dźwigni zmiany biegów, jest ona przeciętnie wygodna a zastosowana na niej skóra, w najlepszym wypadku zasługuje na miano skóry ekologicznej drugiego gatunku. Plusy natomiast wędrują do Captura za dobrej jakości plastiki, służące do wykończenia jego wnętrza i dobrej jakości materiały tapicerskie.

Zawieszenie i układ napędowy

Z krawężnikami sobie poradzi
Captur to crossover, z założenia taki jakby „pogromca miasta”, nie ma się co zatem dziwić, że z podjeżdżaniem pod wysokie krawężniki radzi sobie doskonale. Nie gorzej poradzi sobie także, gdy zechcemy opuścić miasto i zjechać z utwardzonego szlaku… oczywiście pod warunkiem, że zjedziemy niezbyt daleko i drogą gruntową, bo można powiedzieć o Capturze wiele ale na pewno nie to, że jest to samochód terenowy! Przy tym wszystkim, auto prowadzi się nie gorzej niż zupełnie zwyczajny, niewielki hatchback, hamulce ma znakomite, zakrętów też się wcale nie boi. Można zatem zaryzykować stwierdzenie, ze możliwość umiarkowanego wykorzystania Captura poza asfaltowymi drogami, w żaden sposób nie wymusza rezygnacji z przyjemności jeżdżenia nim jak zwykłym autem segmentu B. Zainstalowany pod maską testowego Captura silnik 1.5 dCi, legitymujący się mocą 90 KM, to najmocniejszy diesel dostępny w tym modelu. Połączono go z pięciobiegową skrzynią manualną. Cóż, z taką jednostką napędową auto nie jest demonem prędkości! Silnik dCi charakteryzuje się wysoką kulturą pracy i niewielkim spalaniem, nie rozpędzi natomiast Captura do prędkości większej niż 171 km/h a osiągnięcie pierwszej setki zajmie całe 13,1 sekundy. Oczywiście w mieście są to wartości całkowicie satysfakcjonujące, natomiast w trasie i przy dużych prędkościach, można określić je co najwyżej mianem „poprawnych”. W czasie testów w warunkach miejskich zdecydowanie zabrakło skrzyni sześciobiegowej, co by nie mówić, w dzisiejszych czasach jest to już niemal standard, nawet w niewielkich dieslach. Skrzynia o sześciu przełożeniach jest dostępna w Capturze wyłącznie jako automat i wymaga dopłaty w wysokości 6500 zł. 
 
Wspomnieliśmy wcześniej o niewielkim spalaniu testowego auta i faktycznie, jazda Capturem z jednostką dCi nie nadwyręży portfela. Oczywiście, wartości spalania z katalogu producenta, tak samo jak u wszystkich jego konkurentów, można określić jako czyste science-fiction ale Captur wcale bardzo nie odbiega od producenckich deklaracji. Przy oszczędnym obchodzeniu się z pedałem gazu i włączonym trybie ECO, francuski crossover potrafi zadowolić się zaledwie 5,2 litra oleju napędowego na każde 100 kilometrów w ruchu miejskim. Przy bardzo dynamicznej jeździe, łączonej z częstym staniem w korkach, najwyższy odnotowany wynik spalania w mieście wyniósł 6,1 litra / 100 km.

Podsumowanie

Captur przyciąga spojrzenia swoją stylistyką, oferuje wystarczającą na miejskie warunki dynamikę i przyzwoite spalanie, a jednak jest o całe 10 000 zł droższy od porównywalnego Clio! Trudno zatem liczyć, że zaskarbi sobie sympatię oszczędnych realistów, oni zawsze wybiorą Clio, w myśl maksymy „jeśli nie widać różnicy, to po co przepłacać”? Jeśli jednak dla kogoś Clio to za mało a dodatkowo chciałby wyróżnić się z tłumu – Captur będzie idealnym wyborem!