Mercedes 123 – legenda niezawodności

Mercedes 123

Mercedes typoszeregu 123, zwany potocznie w naszym kraju „beczką”, przez lata był niedoścignionym wzorem motoryzacyjnej perfekcji i niedostępnym marzeniem dla większości z naszych rodaków. Wzdychali do niego politycy, aktorzy, taksówkarze i przedstawiciele znienawidzonej „prywatnej inicjatywy”. Nielicznym było dane użytkować wozy tej marki w latach ich świetności, większość marzycieli musiała jednak zadowolić się mocno już zazwyczaj wyeksploatowanymi egzemplarzami „beczki” dopiero we wczesnych latach 90-tych. Pomimo tego, bardzo trudno jest znaleźć osobę, która użytkowała w swoim życiu Mercedesa 123 i miałaby o nim złe zdanie. Nawet egzemplarze nieudolnie naprawiane po poważnych wypadkach, dawały swoim właścicielom to, czego nowoczesne auta już od dawna nie oferują – nielimitowaną i dostępną o każdej porze dnia i nocy niezawodność.

Nadwozie

Mercedes 123 oferowany był w czterech wersjach nadwoziowych. Jako pierwsza w roku 1976 do sprzedaży trafiła wersja sedan, oznaczona w nomenklaturze producenta literą W. Rok 1977 oznaczał uzupełnienie oferty o pozostałe warianty nadwoziowe: wersję Coupe (C), Kombi (T) oraz marginalną na tle innych jeśli chodzi o wartość sprzedaży, wersję z przedłużonym rozstawem osi tzw. „long” o oznaczeniu literą V. „Beczka” w okresie swojej produkcji dwukrotnie przechodziła lifting, zmiany w dużej mierze były kosmetyczne i dla laików są trudne do odróżnienia. Do roku 1979 w produkcji pozostawała tzw. I seria, która charakteryzowała się przede wszystkim okrągłymi lampami z przodu (z pominięciem wersji Coupe oraz modeli z silnikiem benzynowym o pojemności 2.8 litra) oraz fotelami i kołem kierownicy wprost z poprzednika „beczki” – modelu W114/115. W roku 1979 dokonano pierwszych istotnych zmian. Istotnych, bo widocznych także dla niewtajemniczonych w niuanse modelu obserwatorów. Tzw. II seria wyróżnia się przede wszystkim zmodyfikowaną konstrukcją foteli, nową kierownicą, nowymi wzorami tapicerek i zmianami w zestawie wskaźników na desce rozdzielczej. Z zewnątrz trudno dopatrzyć się istotnych zmian, a już na pewno tych zauważalnych dla niezainteresowanych. Pod koniec roku 1982 seria 123 przeszła swój ostatni lifting i tym samym do sprzedaży wprowadzono III serię. Największą różnicą w stosunku do poprzednich wersji jest wprowadzenie tzw. „kwadratowych” lamp do wszystkich wersji silnikowych, od najsłabszej 200D do najmocniejszej – 280E. Przez cały okres produkcji „beczka” wyróżniała się ogromnymi możliwościami w indywidualnym konfigurowaniu danego egzemplarza. Lista wyposażenia dodatkowego była bardzo długa, obejmując nawet ABS i poduszkę powietrzną dla kierowcy już we wczesnych latach 80-tych, co było ewenementem na skalę światową. Także paleta kolorów lakieru i rodzajów tapicerki, mogła przyprawić o zawrót głowy. W całym okresie produkcji modelu stosowano łącznie 63 kolory lakieru i 72 kolory i rodzaje tapicerki! Na tym tle możliwości nabywców aut pochodzących z byłego Bloku Wschodniego prezentowały się zazwyczaj dość skromnie.

Prezentowany na zdjęciach egzemplarz został zamówiony w fabryce Mercedesa w listopadzie 1982 roku. Jego pierwszy właściciel wybrał nietypowy szary kolor nadwozia, oznaczony numerem 751 i obdarzony nazwą „Liasgrau”. Samochód otrzymał także najprostszą, materiałową tapicerkę w kolorze niebieskim (numer 052), szyberdach mechaniczny, radioodtwarzacz kasetowy Becker GrandPrix i fabryczny hak (który został zdemontowany w trakcie przeprowadzonego w 2013 roku remontu blacharsko-lakierniczego). Tak wyposażony samochód, kosztował w owym czasie nieco ponad 28 000 DM (Marek Zachodnioniemieckich) co jak na warunki osób mieszkających wówczas w PRL-u, było kwotą bezdyskusyjnie astronomiczną. Dlatego też na takie auto mogła pozwolić sobie wówczas tylko absolutna elita finansowa. Zupełnie inaczej było w Niemczach Zachodnich, gdzie model cieszył się ogromną popularnością. Niemcy pokochali Mercedesa 123 do tego stopnia, że w pierwszych latach sprzedaży modelu, na niektóre wersje silnikowe, trzeba było czekać nawet rok od zamówienia auta!

Dziś, po blisko czterdziestu latach od premiery, Mercedes 123 ma nadal ogromną rzeszę fanów i aktywnych użytkowników. Na rynek trafiło łącznie blisko 2,7 mln egzemplarzy aut tego modelu, co przekłada się na jego wysoką podaż w ofertach sprzedaży pojazdów zabytkowych. Duża część pojazdów trafiła na przestrzeni ostatnich lat do Afryki, gdzie przeżywa swoją drugą (a często trzecią i czwartą) młodość na lokalnych bezdrożach, dzielnie pokonując kolejne miliony kilometrów. Mimo tego w Europie i w Polsce nadal jest w czym wybierać. Największą wadą nadwozia Mercedesa 123 jest niestety wysoka podatność na korozję, która atakuje bezlitośnie te niezniszczalne samochody. Na pocieszenie warto wspomnieć, że części zamienne, niezbędne przy remontach nadwozi tych aut są nadal szeroko dostępne i względnie niedrogie (zamienniki), co pozwala relatywnie łatwo utrzymać swój egzemplarz w dobrej kondycji. Największą bolączką bardzo wyeksploatowanych „beczek” są pęknięte lub złamane tylne podłużnice. Profesjonalna naprawa tej usterki jest droga i skomplikowana, na szczęście zazwyczaj łatwo ją zdiagnozować przed zakupem – trudno ukryć charakterystyczne załamanie linii bocznej nadwozia i opadnięty w dół bagażnik auta.

Wnętrze

Wnętrze Mercedesa 123 to niemal wzór wygody i ergonomii a zastosowane materiały doskonale opierają się próbie czasu… no, może za wyjątkiem niebieskich desek rozdzielczych, które w większości egzemplarzy są popękane, pozostając przez lata pod zgubnym wpływem promieni słonecznych. Klasyczna „beczka” ma kilka smaczków, z którymi warto zapoznać się przed rozpoczęciem eksploatacji, bo nie natkniemy się na nie w autach współczesnych. Jednym z najciekawszych jest tzw. „palenie z hebla”. Egzemplarze z silnikiem diesla, pochodzące z początku produkcji (I seria) zazwyczaj nie miały podgrzewania świec i rozrusznika uruchamianych za pomocą stacyjki, jak ma to miejsce w autach współczesnych. Wzorem poprzednika – modelu W115 - za podgrzewanie świec i uruchamianie rozrusznika odpowiedzialna była dźwignia zamontowana pod zestawem wskaźników. Pociągnięcie jej do siebie uruchamiało najpierw podgrzewanie świec a za mocniejszym pociągnięciem – rozrusznik. Warto wspomnieć, że podgrzewanie świec przed uruchomieniem silnika to w starym mercedesowskim dieslu czasochłonna zabawa. Do końca lat 70-tych czynność ta zajmowała blisko 2 minuty, później po wprowadzeniu świec „szybkogrzejnych”, niezawodnemu 123 wystarczało „zaledwie” 40 sekund, aby z pod jego maski zaczął dobywać się jednostajny klekot. Kolejną, charakterystyczną dla aut z gwiazdą ciekawostką, jest hamulec „ręczny” uruchamiany przy pomocy…
…lewej stopy. Zwolnienie zaś hamulca „ręcznego” odbywa się poprzez pociągnięcie do siebie dźwigni umieszczonej na desce rozdzielczej, w pobliżu drzwi kierowcy.

Ergonomia wnętrza poczciwej „beczki” zasadniczo nie pozostawia wiele do życzenia i może śmiało być uznawana za wzór nawet dziś. W tym samochodzie prawie wszystko jest głęboko przemyślane i znajduje się na swoim miejscu. Kierowcę nie dręczy stado wszechobecnych przycisków i pokręteł. Po prostu słynny „niemiecki porządek”! Mamy pokrętło od włączania świateł, przełącznik zespolony po lewej stronie kolumny kierownicy, który odpowiada jednocześnie za: obsługę kierunkowskazów, obsługę wycieraczek i włączanie świateł drogowych. Do tego kilka pojedynczych przycisków: ogrzewanie tylnej szyby, światła awaryjne, rzadziej włączniki elektrycznego sterowania szyb – dodatku najczęściej spotykanego w wersji Coupe. Trudności może na początku przysparzać jedynie obsługa regulacji nawiewów, aby poprawnie i zgodnie z oczekiwaniami ustawić sobie nadmuch powietrza do wnętrza auta, warto (przynajmniej gdy robimy to po raz pierwszy) zajrzeć do instrukcji obsługi, bo nie jest to niestety czynność całkowicie intuicyjna.

Pochwały należą się także fotelom legendarnego Mercedesa, miękkie sprężyny powodują niespotykany dziś efekt przy zajmowaniu miejsca w aucie, jakbyśmy siadali na wygodnej kanapie przed telewizorem. Co ciekawe pomimo, iż fotele „beczki” są miękkie, nawet długie podróże tym autem, nie są męczące dla kręgosłupa. Kolejny mały triumf niemieckiej inżynierii.

Pomijając wspomnianą na początku niebieską deskę rozdzielczą, jakość wszystkich materiałów użytych do wykończenia wnętrza Mercedesa 123 jest absolutnie bezdyskusyjna. W zadbanych ponad trzydziestoletnich samochodach, wnętrze nadal cieszy oko, ponadczasowym designem i odczuwalną jakością wykonania. Nie sposób nie wspomnieć o wielkiej zalecie, jaką jest mała skłonność elementów plastikowych do absorbowania ciepła promieni słonecznych. Wsiadając do pozostawionego na intensywnym słońcu współczesnego samochodu, naszpikowanego plastikiem zazwyczaj podłej jakości, natychmiast czujemy się jak nadziana jabłkami kaczka, włożona do rozgrzanego piekarnika! W Mercedesie 123 również będzie w takich okolicznościach gorąco ale przebywanie w jego wnętrzu nie będzie dla nas tak dotkliwie przykre, jak w nowożytnym pojeździe. Jedyną niedogodnością będzie w tej sytuacji fakt, że klimatyzacja w „beczce” to ogromna rzadkość, a sprawna klimatyzacja – to już prawdziwy „biały kruk”.

Zawieszenie i układ napędowy

Najpopularniejszym typem jednostki napędowej, montowanej w tym modelu był silnik wysokoprężny i nie działo się to bez powodu! Według statystyk niemieckiego ADAC, pierwsza awaria, która unieruchamiała Mercedesa 123 wyposażonego w silnik 200 diesel, przytrafiała się po przejechaniu średnio 852 777 kilometrów! Taki wynik zarówno wtedy, jak i tym bardziej dziś, jest praktycznie niemożliwy do pobicia! Miłośnicy modelu zgodnie twierdzą, że wysokoprężna „beczka” po przejechaniu 300-400 tysięcy kilometrów jest ledwie „dotarta” i nie nosi śladów zużycia mechanicznego. Silnik 200 D legitymował się niestety niewielką mocą i słabymi osiągami. Po wprowadzeniu modelu na rynek osiągał on moc zaledwie 55 KM. W ostatnich latach produkcji, klientom oferowano zmodyfikowaną jednostkę napędową o niewiele większej mocy 60 KM. Ważące blisko 1,5 tony auto miało w związku z tym dość mizerne osiągi, wersja 60 KM pierwszą setkę na liczniku osiągała po upływie 27,4 sekundy, a wytrwały kierowca mógł rozpędzić ją maksymalnie do 135 km/h. W praktyce realna prędkość podróżna Mercedesa 123 200D to 90-100 km/h, podróżowanie tym autem z większymi prędkościami, jest zwyczajnie uciążliwe dla samochodu, jego kierowcy i pasażerów. Nabywcy fabrycznie nowego 123 z silnikiem diesla największym pożądaniem obdarzali silnik 300 D. Ta trzylitrowa, pięciocylindrowa jednostka wysokoprężna w początkowym okresie legitymowała się mocą 80 KM, a później wartość ta wzrosła do równych 88 KM. Silnik 300 D pod maską, czynił z auta niemal demona prędkości – pierwsza setka po upływie 17,8 sekundy i 155 km prędkości maksymalnej, stanowiły na przełomie lat 70-tych i 80-tych wspaniały wynik dla samochodu z silnikiem wysokoprężnym. Wersja 300 D miała właściwie jedną istotną wadę – była bardzo droga. Nie tak droga, jak bardzo rzadka wersja 300 D z turbodoładowaniem – prawdziwy „stuttgarcki ekspres” – ale jednak nadal droga i niedostępna dla większości nabywców.

W efekcie znakomita większość Mercedesów 123 wyjeżdżała z fabryki wyposażona w silniki 200D i 240 D lub jednostki benzynowe. Benzynowe wersje Mercedesa 123 oferują użytkownikom bardzo dobrą dynamikę. Niestety z dzisiejszego punktu widzenia, istotną ich wadą jest niemal „obligatoryjne” występowanie układu wtrysku mechanicznego – skomplikowanego i drogiego w serwisowaniu. Samochody wyposażone w gaźnik są w ofertach aut używanych rzadkością i zazwyczaj cieszą się dużym zainteresowaniem nabywców. Nie do przecenienia jest fakt, że wersje oznaczone literą E (z wtryskiem mechanicznym) relatywnie kiepsko znoszą współpracę z instalacjami LPG. Spalanie rzędu 15-17 litrów benzyny na 100 kilometrów w cyklu miejskim, nie jest żadnym zaskoczeniem dla użytkowników Mercedesa 123 wyposażonego w silnik benzynowy 280E o mocy 185 KM. Trudno się zatem dziwić, że nawet dziś sporo takich aut legitymuje się posiadaniem instalacji gazowej. Niestety, korzystanie z niej bywa uciążliwe, zwłaszcza przy często występujących wybuchach gazu w kolektorze dolotowym. W większości wyprodukowanych Mercedesów 123 zainstalowano przekładnie czterobiegowe, zarówno manualne jak i automatyczna. Skrzynia manualna 5-biegowa jest absolutnym i bardzo poszukiwanym wśród miłośników modelu unikatem, podobnie jak skrzynia automatyczna z dźwignią umieszczoną na kolumnie kierownicy. Skrzynie biegów stosowane w modelu 123, podobnie jak reszta auta, słyną z bezawaryjności i niezawodności. Ewentualne problemy dotyczą zazwyczaj tylko skrzyń automatycznych i są w 100 procentach wynikiem wieloletnich zaniedbań eksploatacyjnych.

Jeśli oczekujemy od klasyka sportowego pazura i narowistego prowadzenia, powinniśmy zapomnieć o „beczce”. Zawieszenie i hamulce tego pojazdu nie wybaczą nam tych oczekiwań! Tego Mercedesa stworzono do dostojnej jazdy, zamiast toru wyścigowego, wypada wybrać się nim na spokojny „cruising” po bulwarach. Zawieszenie auta oferuje ogromny, niespotykany wręcz w nowoczesnych konstrukcjach komfort podróżowania, nie przepada natomiast za gwałtownymi zmianami kierunku jazdy. Oczywiście margines bezpieczeństwa tej konstrukcji jest bardzo wysoki ale wrażenia dla prowadzącego przy gwałtownej zmianie toru jazdy, nie należą do przyjemnych. Sytuację dodatkowo utrudnia tylny napęd, który wymaga „twardej i wyćwiczonej ręki” kierowcy, mogącej zapanować nad autem w skrajnych sytuacjach. Nie pomagają też hamulce, bardzo skuteczne – jak na auto klasyczne, ale pozbawione zazwyczaj ABS-u i innych udogodnień, odstają nieco od nowoczesnego standardu. Prowadząc Mercedesa 123 warto o tym pamiętać, w przeciwnym razie możemy często oglądać zbliżający się do nas zdecydowanie zbyt szybko tył poprzedzającego pojazdu i czuć zimny pot spływający nam po plecach.

Historia egzemplarza

Prezentowany na zdjęciach Mercedes W123 200D wyjechał z fabryki w Stuttgarcie na początku 1983 roku. W swojej ojczyźnie dzielnie służył właścicielowi do roku 1990, kiedy to „się zestarzał” i został sprzedany polskiemu „gastarbeiterowi” (z niem. „pracownik gościnny”), który przywiózł go ze sobą na rodzinny Śląsk. Samochód pozostawał w rękach owego Pana przez ponad 20 lat, aż do jego śmierci. W momencie zakupu pojazdu przez obecnego właściciela (2012 rok) drogomierz wskazywał 337 tysięcy kilometrów. Trudno jednoznacznie stwierdzić, które to 337 tyś. kilometrów w historii tego egzemplarza, jednak prawdopodobnie – nie pierwsze! Samochód po zakupie wymagał oczywiście licznych prac mechanicznych, jak i kompleksowego remontu blacharsko-lakierniczego, jednak jego stan „wyjściowy” był bardzo obiecujący na tle innych oferowanych egzemplarzy.

Zakup

Mercedes 123 na polskim rynku klasyków jest modelem „popularnym”, a jego podaż porównywalna jest z „gwiazdami” w rodzaju Poloneza czy Fiata 125p. Ogłoszeniowy „cennik” otwierają auta z przedziału 2-3 tysiące złotych, niestety są to zazwyczaj egzemplarze bardzo „zmęczone życiem” i w większości tak mocno opanowane przez korozję, że mogą posłużyć tylko jako „dawca” podzespołów. Przy odrobinie szczęścia, dysponując kwotą ok. 4-5 tysięcy złotych, możemy kupić egzemplarz jeżdżący i stanowiący jednocześnie dobrą bazę do odrestaurowania. Chcąc nabyć egzemplarz w dobrym, pozwalającym na podjęcie natychmiastowej eksploatacji stanie, należy szykować się na wydatek rzędu co najmniej 7-10 tysięcy złotych, przy czym zazwyczaj będą to pojazdy mające mniejsze lub większe niezgodności wyposażenia z dokumentacją. Takie niezgodności nie wpłyną na wartość eksploatacyjną auta, natomiast dla miłośnika będą trudne do przełknięcia.

Decydując się na zakup auta w stanie bardzo dobrym, w oryginale lub po kompleksowej renowacji, musimy przygotować się na wydatek od 20 tysięcy złotych wzwyż. Czasem udaje się okazyjnie „upolować” ciekawe egzemplarze poniżej tej kwoty, jednak są to 1-2 auta na całą Polskę w skali roku!

Po ponad 30-latach eksploatacji Mercedesów 123, można już mówić o powtarzających się usterkach tego modelu. Do najbardziej charakterystycznych należą:

  • korozja nadwozia i podwozia, ze szczególnym uwzględnieniem tylnych podłużnic,
  • niesprawne pneumatyczne sterowanie zamkiem centralnym,
  • pękające pokrycie desek rozdzielczych (w szczególności tych w kolorze niebieskim),
  • problemy z dostępnością odpowiednich zestawów naprawczych do zacisków hamulcowych (stosowano kilka rodzajów),
  • głośne mosty napędowe,
  • problemy z ustawieniem pompy wtryskowej w silnikach wysokoprężnych,
  • problemy z układem wtrysku mechanicznego,
  • uszkodzone sprężyny w fotelach,
  • wyrobione mocowanie lusterka wstecznego wewnętrznego,
  • przecieki wody do wnętrza pojazdu przez szyberdach i/lub szybę czołową,
  • ponadnormatywne luzy na przekładni kierowniczej,
  • problemy z przekładniami automatycznymi.

Większość usterek Mercedesów 123 wynika z ponadnormatywnego wyeksploatowania tych pojazdów i wieloletnich zaniedbań użytkowników. Wersje wysokoprężne bardzo często były latami eksploatowane z użyciem substancji, których skład choć w przybliżeniu przypominał skład oleju napędowego, a nowy olej silnikowy i filtr, otrzymywały tylko „od wielkiego święta”, a oleju w przekładni automatycznej często nie wymieniano w ogóle!

Przy zakupie egzemplarza wymagającego remontu należy zdawać sobie sprawę z jego kosztów! Dostępność części mechanicznych i blacharskich do Mercedesa 123 jest nadspodziewanie dobra, ich ceny też zazwyczaj są dość przystępne. Gorzej jest z elementami wyposażenia wnętrza, zazwyczaj trzeba zadowolić się rzeczami używanymi i niejednokrotnie trzeba przez dłuższy czas „polować” na detale w kolorystyce pasującej do posiadanego wnętrza. Elementy nowe, zazwyczaj dostępne są na zamówienie w ASO Mercedesa. Niestety ich ceny zazwyczaj powalają na kolana większość polskich użytkowników tego klasyka.

Aby przybliżyć koszty remontu modelu 123, możemy posłużyć się przykładem prezentowanego egzemplarza. Koszt zakupu samochodu wyniósł w 2012 roku niecałe 4000 złotych. Nakłady poniesione w przeciągu minionych lat na remont blacharsko-lakierniczy, naprawy mechaniczne i uzupełnienie braków tapicerskich wyniosły ponad 15 tysięcy złotych, zaś sam samochód nadal wymaga pewnego „dopracowania”.

Czy warto wydać takie pieniądze na Mercedesa 123? Zdecydowanie tak! Trudno o drugi tak bezawaryjny i wdzięczny w eksploatacji, dający tak duże poczucie bezpieczeństwa i przyjemność z jazdy samochód klasyczny w tej cenie!

 

Archiwum Strefy Klasyki